czwartek, 11 kwietnia 2019

10 lat projektu TMM raz jeszcze

W ostatnim wpisie zabrakło informacji gdzie odbywało się jubileuszowe spotkanie. Otóż zostało ono zorganizowane w hali sportowej Ośrodka Sportu i Rekreacji w Solcu Kujawskim. Z pozycji widza znajdującego się na trybunie wyglądało to tak:

Makieta modułowa składała się z 304 segmentów. W ten sposób osiągneła 268 m długości trasy ze szlakami dwutorowymi i jednotorowymi. Znajdowały się na niej 24 posterunki eksploatacyjne, które posiadały wzajemną łączność telefoniczną. Jednocześnie poruszały się 32 pociągi prowadzone według rozkładu jazdy. Wśród tychże oczywiście znajdowały się składy znane z okolic Szembruka, tym razem wyłącznie w oznaczeniu z lat 60 XX w. (III epoka modelarska). Poniżej ponownie na stacji Klecza Górna oraz Lubosina (gdzieś w Wielkopolsce), a także na manewrach we Wnukowicach (gdzieś w Polsce).





Na koniec pociąg osobowy gościnnie przez Szembruk. Tym razem tabor z młodszej epoki.




niedziela, 7 kwietnia 2019

10 lat projektu TMM

Wydaje się, że dopiero przed chwilą zakończyło się jubileuszowe spotkanie z okazji dziesięcioletniej działalności projektu modelarskiego Toruńska Makieta Modułowa. Na zaproszenie modelarzy i kolekcjonerów z Torunia na trzy dni (5-6-7.04.2019) w jednym miejscu zjechali się koledzy z niemalże całego kraju. Niektórzy z gości przywieźli makiety o cechach regionalnych. Dlatego, w trudnym do osiągnięcia w skali 1:1, w bardzo krótkim czasie miniaturowy pociąg mógł dojechać z "Pomorza na południe Polski". Oto towos z okolic Szembruka w beskidzkiej Kleczy Górnej. Przy okazji kłaniam się cierpliwemu dyżurnemu ruchu na tejże urokliwej stacji.


 

środa, 20 marca 2019

Obok kolei

Ponownie sięgam do mojego archiwum fotograficznego. Tym razem fotograficzny rzut oka na jeden z segmentów "okolic Szembruka". W prawym dolnym narożniku widać tor kolejowy przebiegający łukiem w wykopie, nad którym za drewnianym parkanem znajdują się jakieś skromne zabudowania gospodarcze. Pomiędzy nimi, na placu pod latarnią, rozgrywa się scenka rodzajowa. Jakby bliżej nas, z lewej strony zdjęcia, znajduje się nieco zdziczały sad z jabłoniami, a wśród nich został porzucony wóz konny. Wszystko to być może wygląda jeszcze zbyt surowo i przydałoby się trochę swojskiego bałaganu: jakieś pozostawione narzędzia, może drabina, może ławeczka przed budynkiem z czerwonej cegły, itp. Zapewne w przyszłości pojawi się to coś, co ożywi mikrookolicę. Natomiast teraz jedynie chcę zwrócić uwagę na potrzebę ciekawego, najlepiej nawiązującego do pierwowzoru, odwzorowania najbliższego otoczenia miniaturowej kolei. Tym samym pokazać jak ważnym jest nie zatrzymywanie się na aranżacji makiety jako płaskich, "pozbawionych życia", monotonnych, jednolicie zielonych pasów, znajdujących się po obu stronach drogi kolejowej.





piątek, 1 marca 2019

716573(W) Sph

Zazwyczaj trudno jest osądzić, kiedy powinniśmy odłożyć narzędzia i zakończyć pracę nad poprawianiem wyglądu fabrycznej miniatury. Niejako subiektywna potrzeba dodania czegoś do jednej, bądź drugiej partii modelu może prowadzić do "przedobrzenia". Dlatego zasada "mniej znaczy więcej" chyba do waloryzacji w modelarstwie redukcyjnym pasuje jak ulał. Z powyższych powodów po dzisiejszych poprawkach odkładam piwiarkę na co najmniej dwa tygodnie do pudełka, by zapomnieć o tych wszystkich niepokojach twórczych, jakie towarzyszyły mi przy pracy. Później spojrzę na nią ponownie, tym razem z dystansem. Wówczas będę  mógł dokonać samooceny uzyskanego efektu. Natomiast czytelnikom niniejszego bloga życzę już teraz miłego oglądania.




wtorek, 26 lutego 2019

Niemiła niespodzianka

Jakże byłem niemile zaskoczony, gdy przystępowałem do kolejnego etapu waloryzacji piwiarki i trzymając już mokry pędzel w dłoni odkryłem, że przy modelu brakuje jednego stopnia dla manewrowego. Uważnie przyjrzałem się miniaturze wagonu. Powodem braku stopnia nie było jego ułamanie na skutek nieuwagi. Stopnia nie było, bo producent go w tym miejscu nie przewidział. Rzecz zupełnie niezrozumiała, bowiem przy braku stopnia został odwzorowany odpowiadający mu uchwyt. Chyba właśnie owa swoista niekonsekwencja producenta była powodem tego, że tego uchybienia nie zauważyłem wcześniej. Postanowiłem tę wadę naprawić. W tym celu zastosowałem ponownie odlewy mosiężne, oferowane (nie wiem czy nadal?) przez wydawnictwo Koleje Małe i Duże. Ujednolicając części modelu odciąłem również stopień, o którym producent „nie zapomniał”. Niejako przymuszony do dodatkowej pracy wykonałem pamiątkowe fotografie, oraz całe zdarzenie opisałem. Jak widać na załączonych zdjęciach, wcześniej już skorygowałem ślady eksploatacji na ścianach pudła (stały się one ciemniejsze i bardziej pożółkłe), „pobrudziłem” dach, oraz nałożyłem pierwszą warstwę farby na elementy podwozia. Cóż, trzymałem przecież w dłoni pędzel dopiero co zanurzony w specjalnie przygotowanej mieszance. Tym razem postanowiłem zastosować zawiesinę sproszkowanej suchej pasteli i rozcieńczonego lakieru bezbarwnego.








niedziela, 24 lutego 2019

Do czego służy płyn do mycia okien?

Przedstawiony tym razem sposób odwzorowania śladów eksploatacji wcześniej nie był mi znany. Stop. Należy to napisać inaczej. Co do ogólnej zasady postępowania, właściwie jest on dobrze mi znany i stosuję go już od dawna. Metoda polega na malowaniu miękkim (najlepiej płaskim) pędzlem silnie rozcieńczoną farbą wieloma kolejnymi jej warstwami – na tzw. lawowaniu. W takim razie dlaczego wywołuję to zamieszanie?
Dlatego, że nowością jest zastosowanie do rozcieńczania farb akrylowych płynu do mycia szyb (zamiast wody, bądź dedykowanego rozcieńczalnika). To pomysł samorzutnie podrzucony na monitory używanych przeze mnie urządzeń przez pilnie śledzącą nas wszystkich e-inteligencję. Pomysł postanowiłem sprawdzić w praktyce. W pewnym sensie można powiedzieć, że w tym wypadku maluje się wybitnie na mokro, tzn. bardzo mocno rozcieńczoną farbą, przypominającą brudną wodę. Przy obfitej ilości płynu farba na malowanej powierzchni ładnie się rozlewa wypełniając wszelkie zagłębienia i załamania. Ponadto okazuje się, że płyn do mycia szyb ma tę właściwość, że nie wysycha, ani za szybko, ani za wolno. Pozwala to względnie łatwo nadać pożądany efekt, oraz dość szybko można nakładać kolejną warstwę. Celem jest przenikanie się warstw, dających kolor wynikowy, który powinien odpowiadać pierwowzorowi.
Opisane powyżej zjawisko postanowiłem zastosować do naniesienia charakterystycznych śladów eksploatacji na modelu wagonu piwiarki w oznaczeniu PKP z III epoki, w oryginale malowanej na biało, a z czasem, jakby jednocześnie żółknącej, blaknącej, szarzejącej, z łuszczącą się powłoką malarską, oraz brudzącej się. W tym celu użyłem farb Vallejo 71.027, 71.075, 70.350. Wycisnąłem po kropli każdej z nich na paletę tuż obok siebie. Następnie paletę spryskałem płynem do mycia szyb, w taki sposób, by płyn „nadgryzał” krople. Teraz stopniowo pędzlem nabierałem rozcieńczone, częściowe zmieszane ze sobą barwy na pędzel, którym nakładałem je na ściany wagonu. W razie konieczności (gdy mieszanina była zbyt gęsta) płynem dodatkowo spryskiwałem wagon. Opisane czynności, nie wydają się specjalnie trudne, choć wymagają pewnej wprawy. Na pewno zawsze będzie trzeba dokonać jakiś poprawek. Na takie oczekuje również prezentowany model. Jak widać praca przy ścianach wagonu nie została jeszcze ukończona (a pozostałe elementy w ogóle jeszcze nie zostały ruszone). Dla porównania pokazuję miniaturę przed rozpoczęciem prac malarskich. Warto zauważyć (pomaga w tym strzałka z prawej strony), że przy okazji zdecydowałem się na wymianę wsporników sygnałów końca pociągu, w wykonaniu firmy Fleischmann o formie zupełnie od rzeczy. Zastąpiłem je odlewami z mosiądzu zakupionymi swego czasu od wydawnictwa Koleje Małe i Duże. Tak chyba wygląda to lepiej.

Cdn.





sobota, 16 lutego 2019

Rosną drzewa 2

Sądzę, że tak szybko drzewa rosną tylko w miniaturze. W zgodzie z udzieloną samemu sobie instrukcją odczekałem dobę i... Dzisiaj wieczorem "posadziłem dwa okazałe egzemplarze" przy drodze przebiegającej przez Szembruk. A na zdjęciach: widok chwilę przed i chwilę po "pracach ogrodniczych". Tylko szkoda, że musiałem fotografować to dzieło przy sztucznym świetle. Wszak wszelkie zieloności natury najpiękniej wyglądają w promieniach Słońca. Na moich obrazkach niestety wyglądają cokolwiek smutnie.